
Kiedy byliśmy dziećmi, nikt nie pytał nas, czy kolorowanie rozwija kreatywność, ćwiczy koncentrację albo obniża poziom stresu. Po prostu siadaliśmy przy stole, otwieraliśmy pachnącą jeszcze drukiem kolorowankę i przez chwilę cały świat mieścił się między czarnymi konturami.
Potem dorośliśmy.
Zaczęliśmy kolorować już nie obrazki, ale kalendarze. Terminy. Rachunki. Obowiązki. Każdy dzień wypełnił się po brzegi, a wolny czas stał się czymś, co trzeba zaplanować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
Może właśnie dlatego kolorowanki wracają do naszych domów.
Dzieci nie potrzebują argumentów. Dla nich każda kredka może być magiczną różdżką, a słoń może być fioletowy, jeśli tylko mają na to ochotę. Nie zastanawiają się, czy wypada wyjechać za linię. Tworzą świat po swojemu i robią to z rozbrajającą pewnością siebie. Warto się od nich tego uczyć.
A dorośli? Odkryli mandale.
Nie dlatego, że nagle wszyscy zostaliśmy artystami. Wręcz przeciwnie. Mandale przypominają, że nie trzeba umieć rysować, aby stworzyć coś pięknego. Wystarczy cierpliwie wypełniać kolejne wzory, pozwalając myślom płynąć własnym rytmem. To kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt minut, podczas których telefon może poczekać, a świat nie zawali się od nieodczytanej wiadomości.
Kolorowanie nie rozwiąże wszystkich problemów. Nie sprawi, że jutro zniknie stres, a lista obowiązków stanie się krótsza. Ale potrafi zrobić coś bardzo cennego – przypomina, że odpoczynek nie zawsze oznacza bezczynność. Czasem oznacza po prostu bycie tu i teraz.
Może właśnie dlatego tak lubię widok pudełka z kredkami na stole. To drobny znak, że w domu jest miejsce nie tylko na obowiązki, ale też na wyobraźnię. Na wspólnie spędzony czas. Na rozmowy, które rodzą się mimochodem, kiedy obok siebie siedzą dziecko i dorosły, każde pochylone nad swoim obrazkiem.
Nie trzeba tworzyć arcydzieł. Nie trzeba nikomu niczego udowadniać.
Czasem najpiękniejsze dzieła powstają wtedy, gdy przestajemy się spieszyć.
I może właśnie o to chodzi w kolorowaniu – nie o idealnie dobrane barwy, ale o chwilę spokoju, którą tak łatwo zgubić w codziennym pędzie. Bo życie, podobnie jak rysunek, nie zawsze musi mieścić się w wyznaczonych liniach. Najważniejsze, żeby było pokolorowane po swojemu.

Dodaj komentarz